gpchicago

4 Lipca 1922 
" Straszne Nieszpory"

 

hicago

STRASZNE NIESZPORY.

Wieś Krzywaczka. leżąca w powiecie myślenickim w Galicyi, jest prawie, że zupełnie odcięta od świata. Między pagórkami, na południe od Mogilan, obok gościńca, prowadzącego do Kalwaryi, przeszło milę od najbliższej poczty w Mogilanach, jeszcze dalej od stacyi kolejowej w Radziszowie, leży wieś Krzywaczka. W tej to zapomnianej wsi stał do niedawna drewniany kościółek, który z powodu starości zburzono, a na jego miejscu buduje się obecnie nową wspaniałą świątynią. Tymczasem nabożeństwa odbywają się nieopodal od kaplicy cmentarnej.

W ubiegłą niedzielę zebrali się wierni z wioski i okolicy na nieszpory. Nie pomieściła szczupła kaplica wszystkich, więc tłum zwartym kołem otoczył kaplicę. Pod koniec nieszporów niebo zaczęło się pokrywać ciemnemi chmurami, które groźnie kłębiąc się, ciągnęły od strony zachodniej. Zdawało się, że tuż — tuż ciągną ponad ziemią. Wtem błyskawica jedna i druga rozdarła zaciemniony widnokrąg, lunął rzęsisty deszcz i jedna wielka siła zniszczenia zapanowała nad światem.

Uderzono w sygnaturkę. Skupili się wierni dokoła murów kaplicy i nic nie było słychać, tylko modły księdza. Nieszpory się już kończyły, więc zaintonowano nabożnie pieśń: “Święty Boże.” Pochwycił tłum przelękły słowa potężnej pieśni nabożnej i jak wyzwanie rzucone złym siłom przyrody wśród strasznej burzy i gromów, wśród błyskawic i łoskotu szalejącego wichru, płynęła w dal błagalna prośba: “Święty Boże, święty mocny, święty a nieśmiertelny — zmiłuj się nad nami!”

Dzwonek sygnaturki wciąż jęczał, chłopcy, klęczący obok księdza, patrząc trwożnie w Najśw. Sakrament, nie ustawali w dzwonieniu. Skończono pieśń nabożną. I gdy burza ani na chwilę nie ustawała. powstał proboszcz ks. Nowak, klęczący dotychczas na stopniach ołtarza i zbliżył się do wystawionego Najświętszego Sakramentu. aby nim lud błogosławić.

Dziwne i niezbadane są wyroki Boże...

W chwili, gdy ksiądz błogosławiąc wiernych, zwrócił się z monstrancyą do ludu, a wszystkich czoła kornie pochyliły się ku ziemi, uderzył grom, a kaplica zatrzęsła się w posadach. Błyskawica jasna rozdarła mrok, piorun liderzy! w sygnaturkę kaplicy. Ogłuszający huk, a następnie rozległ się dźwięk lecących szyb z okien. Okrzyk przerażenia zgromadzonych zawtórował jękom, dochodzącym z kaplicy. Piorun uderzywszy w kaplicę,  wpadł w ściśniony tłum i zgotował straszne żniwo śmierci.

Czworo ludzi, w tem dwie kobiety i dwóch gospodarzy Kisielewski i Szafraniec, runęło bez życia na ziemię. Piorun szalał w kaplicy. Porozrywał miechy maleńkich organów, organiście palce poparzył. Oprócz czterech trupów, 6 ludzi wiło się na ziemi w bole i boleściach, a po nich uciekali obecni z kaplicy. W dzikim popłochu rozpraszał się tłum naokoło, biegnąc na oślep przed siebie. Tratowali jedni drugich oślepieni i ogłuszeni piorunem, nie widząc nie przed sobą.

To też skutki były straszne. Ranni na rękach czołgali się z miejsca strasznego wypadku, potratowani, z porozbijanemi głowami i pokaleczonemi członkami, wzywali zmiłowania Boskiego.

Jednemu z nieszczęśliwych piorun wleciał do kieszeni kamizelki, a zsunąwszy się po spodniach na dół poparzył strasznie nogi i wpadłszy do butów, rozerwał ją na strzępy. Innej kobiecie piorun wpadł do rękawów kaftanika i przebiegłszy wzdłuż ramion i piersi spalił odzienie na plecach, raniąc ją boleśnie w barki. Kilku opalił włosy na głowach, ogłuszając ich zupełnie. 

 

Ksiądz, obok którego ściśnieni padali ranni i zabici, wyszedł z tego wypadku cało. W chwili,  gdy trzymał  wzniesioną monstancyę nad tłumem, wpadł piorun, ksiądz się przewrócił, ale nie wypuścił Najśw. Sakramentu z rąk. Podniósł się z ziemi i słysząc śmiertelne jęki w około, błogosławił konających.

Wieść o strasznym wypadku rozbiegła się lotem błyskawicy po Całej parafii i okolicy. Na miejscu zebrały się tłumy parafian, przybył także i właściciel Krzywaczki p. Wincenty Schmidt, który zawezwał natychmiast lekarza i razem z proboszczem udzielał ofiarom doraźnej pomocy.

Wrażenie tego niesłychanego wypadku jest przygnębiające dotknął bowiem wiele rodzin, a śmierć nagła zabrała zacnych parafian.

 

Artykuł wyszukany przez Helenę Piątek